Przejdź do głównej treści
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły
Twój koszyk jest pusty

Miód nektarowo-spadziowy a wielokwiatowy: o absurdach etykietowania miodów

Fioletowe pole szałwii, pracowite pszczoły, genialny miód w ulu... i urzędniczy klops na etykiecie...

  • autor: Pan Miodek
Miód nektarowo-spadziowy a wielokwiatowy: o absurdach etykietowania miodów

Prowadzimy sklep z taką misją: chcemy dostarczać Klientom prawdziwe naturalne surowe miody z najlepszych polskich pasiek. Każda partia przechodzi przez nasze ręce, a wiele z nich trafia do akredytowanych laboratoriów, abyśmy mieli większą pewność, co znajduje się w słoiku.

Czasami jednak, czytając oficjalne wyniki analiz laboratoryjnych, łapiemy się za głowy. Powód? Pszczelarz widzi w ulu jedno, laboratorium pod mikroskopem widzi drugie, a przepisy mówią trzecie. 

Plan był prosty: miał być miód szałwiowy

W roku 2026 Sławomir Duda wywiózł część uli swojej pasieki centralnie na środek pięknego, fioletowego pola szałwii lekarskiej.

Ule na polu szałwii na miód szałwiowy

Dwa czy trzy lata wcześniej z tej samej lokalizacji wyszedł genialny, rasowy miód szałwiowy – z natury bardzo ciemny, przypominający miody spadziowe.

W 2026 roku przyroda spłatała jednak figla. W okolicy zakwitła mniejsza uprawa tymianku i pszczoły postanowiły „podkraść” jego nektar. I co to za miód wyszedł? [LINK]

Próbka trafiła do akredytowanego laboratorium. Wynik badania mikroskopowego? „Ciemna barwa miodu i obecność dużych ilości wskaźników spadzi, uniemożliwiających identyfikację niektórych ziaren pyłku, świadczą o znacznym udziale wziątku spadziowego w miodzie”. 

Naturalnie wyjątkowy bogaty miód nektarowo-spadziowy, chciałoby się napisać. Hola, hola, krzyczą urzędowe paragrafy. Nie tak prędko!

Stara norma vs. nowa norma, czyli jak "zniknął" miód nektarowo-spadziowy 

W oficjalnym podsumowaniu laboratorium czytamy nagle, że badany produkt... spełnia wymagania dla miodu nektarowego (kwiatowego). Jak to możliwe, skoro przed chwilą laborant widział pod mikroskopem wskaźniki spadzi?

Problemem jest klasyfikowanie wg parametru nazywanego przewodnością elektryczną.

  • Stara dobra Polska Norma (PN-88) była bardzo życiowa. Rozróżniała miód nektarowo-spadziowy i dawała mu „widełki” przewodności od 0,6 do 0,8 mS/cm.
  • Jednak w 2003 roku weszło w życie nowe Rozporządzenie Ministra Rolnictwa, które obowiązuje do dziś. I to rozporządzenie zredukowało rzeczywistość. Dla urzędnika istnieją tylko dwa światy: albo miód spadziowy (wynik od 0,8 mS/cm w górę), albo... cała reszta (poniżej 0,8 mS/cm).

Na tym jednak nie koniec. Laboratorium, badając naszą partię, wskazało precyzyjny wynik: 0,57 mS/cm. Jednak każde profesjonalne badanie laboratoryjne ma swoją tzw. niepewność pomiaru, która w tym przypadku wynosi plus minus 0,03.

Co to oznacza w praktyce? Że w praktyce przewodność tego miodu może wynosić równe 0,60 mS/cm! Przy dawnej Polskiej Normie ten miód idealnie wskakiwałby w dolną granicę miodów nektarowo-spadziowych. Udział spadzi czuć w smaku, laboratorium widzi go pod mikroskopem, a wynik mieści się w granicach błędu badawczego dawnej normy odmianowej.

Jednak dla obecnego, uproszczonego prawa te naukowe niuanse nie mają znaczenia. System widzi suchą cyfrę poniżej 0,8 mS/cm i automatycznie wrzuca ten szałwiowo-tymiankowo-spadziowy miks do jednego worka z miodami typowo nektarowymi. Laboratorium, choćby widziało spadź gołym okiem, w oficjalnym orzeczeniu zgodności z rozporządzeniem musi (aby chronić własny tyłek, żeby nie stracić akredytacji) napisać słowo „nektarowy”. 

Żeby było zabawniej, nawet nie piszą, że to JEST miód wielokwiatowy. Piszą: “Miód należałoby uznać jako wielokwiatowy.”

Urzędowy strach ma wielkie oczy, czyli co wyszło na etykiecie

Co dzieje się dalej? Prawo handlowe dawało zielone światło. Mówiliśmy pszczelarzowi: „Mikroskop potwierdził i nektar, i spadź, proszę pisać śmiało na etykiecie zgodnie z rzeczywistością 'nektarowo-spadziowy'.”

Jednak zderzenie z biurokracją i z kwitem z laboratorium potrafi nastraszyć nawet doświadczonego rzemieślnika. Pszczelarz wolał dmuchać na zimne przed ewentualną kontrolą. Zadziałał maksymalnie zachowawczo. Wydrukował etykiety z wielkim napisem: MIÓD WIELOKWIATOWY. Co prawda dopisał poniżej drobnym drukiem: „szałwia, tymianek, spadź”, ale po oczach i tak bije przede wszystkim ten „wielokwiat”. 

  1. W ulu i w smaku: Unikalny, ciemny miks szałwii, tymianku i spadzi.
  2. Pod mikroskopem: Potwierdzone również wskaźniki spadziowe.
  3. W oficjalnym kwicie z laboratorium: „Miód nektarowy” (bo cyferki w tabeli ministerialnej nie przewidziały trzeciej opcji).
  4. Na etykiecie na słoiku: Oficjalnie „Wielokwiatowy”, żeby urzędnik podczas kontroli nie miał się do czego przyczepić.

I tak ludzie systemowi mają nowy wspaniały świat: jeśli coś wygląda jak miód nektarowo-spadziowy, jeśli coś smakuje jak miód nektarowo-spadziowy, to oficjalnie jest to… miód wielokwiatowy xD

A my jesteśmy jak to dziecko z bajki Andersena “Nowe szaty króla”. Natura nie daje się zamknąć w sztywnych, urzędowych tabelach. Nawet jeśli na słoiku miodu widnieje napis „wielokwiatowy”, to my znamy jego szałwiowo-tymiankowo-spadziową prawdziwą duszę. I tą wiedzą zawsze będziemy się z Wami dzielić w takich przypadkach. (Polecamy czytać opisy miodów na naszej stronie. Często mówią więcej i w sposób dokładniejszy niż to, co jest na etykiecie).